• Wpisów:17
  • Średnio co: 101 dni
  • Ostatni wpis:82 dni temu
  • Licznik odwiedzin:12 267 / 1824 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dobrze, że jesteś.
Dziękuję Ci skarbie za to, że jesteś kiedy jest ciężko, że mnie wspierasz, mimo moich fochów wytrzymujesz ze mną.

Podsumowując:
*To był dla mnie bardzo ciężki okres, właściwie wszystko ciągnie się od listopada zeszłego roku. Wtedy jeszcze chodziliśmy do szkoły, zajmowały nas przygotowania do studniówki. Wtedy już byliśmy blisko siebie, było inaczej niż dawniej, starałeś się wiedziałam, że ci zależy, ja też się otworzyłam, zaufałam ci. Było na prawdę dobrze, przez pewien czas. Po pielgrzymce, powiedziałeś mi o czymś co mnie nieźle zabolało i jednocześnie zszokowało, bo tamtej rzeczy nigdy bym się po tobie nie spodziewała. Ale jakoś powoli daliśmy radę, ty zerwałeś kontakt, ja ci wybaczyłam, wiedziałam, że szczerze żałujesz. Uratowało nas to, że w odpowiednim momencie powiedziałeś stop. W chwili kiedy naprawienie wszystkiego było jeszcze możliwe, trudne, ale wykonalne. Udało się. Staramy się teraz obydwoje, dbamy o nasz związek.
* W grudniu powoli zaczęły sypać się przyjaźnie.Kumple stwierdzili, że od nowego roku stają się innymi osobami i zmieniają też przyjaciół. Inni obmówili nas za plecami. Były łzy, było przykro. Minęło, zostaliśmy sami.
* W styczni na dobre rozpoczął się studniówkowy szał. To był jeden z najgorszych miesięcy w szkole. Pogłębiające się problemy z wychowawczynią. Nie chodziło o złe oceny. Bo takich nie miałam. Uczyłam się dobrze, w najgorszych momentach jechałam na trójkach. Po prostu moja nauczycielka była osobą, z którą dosyć trudno nawiązuje się relacje, wystarczy jeden błąd, aby to się na danej osobie odbiło ze zwielokrotnioną siłą. Było na prawdę nie przyjemnie. Wtedy też zaczęłam się podłamywać psychicznie. Nie nie miałam depresji, a nie nic z tych rzeczy. Po prostu bardzo źle się czułam w szkole, później nawet w większej grupie ludzi, niezależnie od miejsca. Teraz wydaje mi się to dziwne, ale wtedy były takie dni, że bałam się chociażby poruszyć na krzesełku podczas lekcji tej nauczycielki. Na przerwach szukałam miejsc, w których mogę po prostu posiedzieć sama. Nawet z moim chłopakiem nie chciałam rozmawiać na przerwach, gdyż owa nauczycielka nie patrzyła na to przychylnie. Starałam się być jak najbardziej niewidoczna, anonimowa, aby tylko nie usłyszeć znowu jak wielkim gównem jestem.
W styczni też znowu zaczęła do mnie wypisywać pewna osoba, nie dawała mi spokoju, przez co dodatkowo podnosiło się napięcie.
W domu dochodziło coraz częściej do spięć i konfliktów, jak się okazało, w związku z podejrzeniami mojej wychowawczyni co do mojej osoby, które oczywiście, w żaden sposób nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości.
*Luty- po studniówce, coraz więcej kłótni w domu, gorsza atmosfera w szkole.
Marzec- zmienia się moje nastawienie. Zaczynam coraz mniej jeść, moja waga z 52, spada do 45, kłótnie głównie o moje zachowanie, w związku z odżywianiem.
Trzy kawy dziennie i nic poza tym. Dużo nauki. Złość, często towarzysząca i uczucie bezsilności. Przestaję się chować. Próbuje ignorować, większość uwag, ale nie potrafię. Coraz gorszy okres między nami. Twoje oskarżenia, że nie poświęcam ci wystarczająco dużo czasu. Moje prośby abyś zrozumiał, że nie potrafię być 7 dni w tygodniu z tobą i jednocześnie utrzymać poziom nauki w szkole i powtarzać materiał do matury. Więcej kłamstw.
Kwiecień - brak kontaktu z przyjaciółmi. Właściwie brak przyjaciół. Twój okres załamki. Moja próba postawienia się w szkole. Coraz częstsze ucieczki i kłótnie. Jedne z największych trudności w skupieniu się i przygotowaniu do matury.
Maj- koniec roku. Matura. Wakacje. Pustka.
Czerwiec- kłótnie w domu. Między nami coraz lepiej, psychicznie nie jest źle. Czekam na wyniki z matury.
Lipiec- wyniki, zdałam,zarejestrowałam się na uczelnię, między nami jest dobrze, nie kłócimy się spędzamy razem bardzo dużo czasu. Jest na prawdę świetnie. Czasami czuję pustkę, ale to nic, jest na prawdę ok.
 

 
Nietaktownie.
Wtedy mogłeś powiedzieć, że zachowałam się nietaktownie, bez najmniejszego wyczucia, nutki empatii.
Boję się. Cholernie się boję. Nie potrafię się obudzić, odzyskać kontroli nad własnym życiem. To nie chodzi o to, że życie nie ma sensu. To mit. Życie ma sens, ma mnóstwo sensu, jednakże od pewnego czasu nie mogę się pozbierać. Na prawdę doceniam to co inni robią dla mnie, kocham świat, jego piękno, ale coś się stało we mnie, w środku.
Boże jak to żałośnie brzmi. Nie potrafię przejąć kontroli nad własnym życiem, poukładać go, uformować, nadać mu chociażby delikatne kształty, rysy. Posypałam się i to nie jest tak, że zawsze jest źle, czasami jest ok, naprawdę dobrze. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że mi przestało zależeć na czymkolwiek.
Krzyki i wrzaski dobijają mnie. Kurczę się, chowam w sobie. Nie chcę już walczyć, nie mam na to siły.
Tak wygraliście. Nie zamieszkam z nim.
Eh zresztą co za różnica. Jutro wyniki.
Najlepsze jest to, że z dnia na dzień powtarzam sobie, obudź się kurwa, weź swoje życie we własne ręce i zacznij po prostu żyć.
Być pół godziny wcześniej. Siedzieć sztywno. Kiedy wejdzie wstać. Milczeć. Kiedy cię wyczyta, odezwij się. Milcz. Przeczytaj co każe. Nie rzucaj się w oczy. Oddychaj, ale nie aż tak głośno. Wstań skoro cię wyczytała. Strach.
"On nie jest dla ciebie". Stop. Nie ma przyjaciół, znikli wszyscy.
Dlaczego się trzęsiesz? Boisz się prawdy?
Co jest prawdą. Krzyk.Krzyk. Krzyk. Uśmiech , mój uśmiech. Zaciśnięte szczęki. Rozpierdol...
 

 
Doskonale. Doskonała, Doskonały. Wszyscy 100% idealni. Jestem obok tego, obok was. Jestem gdzieś, czasami tylko na chwilę mój szept, albo śmiech przysiądzie Ci na ramieniu. Połaskocze i popieści w ucho. Potem znowu wszystko wraca do normalności, odzyskuje realne kształty, które w danym momencie delikatnie się zatarły, zamgliły.Znowu odzyskujesz spokój duch, który od tak dawna ci skradałam, jesteś wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Idealni. Tak wy jesteście idealni.
Ciiii...
Nie nie chce się kłócić kochanie, będę już dobra, już spełnię każde twoje żądanie, nie przepraszam zły dobór słów życzenie, już będę taka jaką chcesz żebym była.
Nie już nie będę z nim rozmawiać. Tylko nie krzycz. Już nie będę rozmawiać z nikim, do nikogo się uśmiechać. Tylko mi wybacz. Będę punktualna, będę wtedy kiedy zechcesz, bo jak to określiłeś masz prawo tego ode mnie oczekiwać i żądać. Tak masz prawo.
Już dobrze, tylko daj mi chwilę na pozbieranie z podłogi resztek mojej godności. Albo nie, już nie ważne, już biegnę żebyś nie musiał na mnie czekać.
Punktualność.
21.58
21.59
22.00
22.01
Za późno, znowu będziesz wściekły.
 

 
Zagubieni, wszyscy tacy sami, hurtowo, masowo wykonani , część, siema , czy to buty z nike, czy to sweterek z sinseja, grupowa interakcja, tylko jednostki inne dołączone pozostały . Ci co nie pasują do reszty , zwyczajnie sa oderzucani, selekcja naturalna obowiązuje , wygrają silniejsi, XXI wiek odruchy zwierzęce , instynkt, pierwotni jeszcze nie ludzie tylko w markowych spodniach i bluzach. Obrzydliwy cukierek w pięknym opakowaniu . Cofnelismy się w ewolucji . Lucy czy ty to widzisz, nie była byś dumna. Śmieszy cię to? No tak. Jesteś tą pierwotną wersją, ta doskonała , jakbysmy nie żyli w świecie gdzie technologia zastępuje ludzi powiedziałabym pramatka, niezglebiona, nieodkryta, niezbrukana brudem świata. Czy ty to widzisz? Smiejesz się z tak małych ludzi o tak wielkim ego. Siedzisz na drzewie ale rozumiesz więcej niż my chodzący po brukowych ulicach. Lucy czy ty widzisz co twoje córy czynią . Nie śmiej się niedługo zabraknie Ci drzewa, twoje dzieci Cię go pozbawia i wsadza do klatki w której od lat sami żyją . Czy można żyć inaczej ?


 

 
Kilku godzinne rozmowy telefoniczne, szeptany do snu ciche słowa, obietnice, wspólny śmiech, czasami złość i krzyki, oskarżenia, płacz i szloch. Wszystkie uczucia przekazywane za pomocą jakże niezwykle pomocnego, a za razem zgubnego pośrednika ~telefonu. Wczorajsza rozmowa krótka, ale jakże dla niej znaczącą . Jego głos tak wspaniałe aksamitny i seksowny i propozycja wspólnego mieszkania. Cisza z jej strony, przedługa, nagle gwałtownie wyciągnięte powietrze. Przerazila się że mógł to usłyszeć. Nie wiedział co powiedzieć, nie byli para, ale ona od zawsze to kochała. Jeżeli w ogóle istnieje takie uczucie. To nie było stopniowe, lecz nagle jak tylko go poznał w przedszkolu zafascynowal ja , zachwycił. Z czasem się to zaczęło pogłębiać. Obecnie nie widziała poza nim świata. I to w sensie dosłownym, każdy chłopak był odrzucany na starcie tylko dlatego że nie był nim, tym doskonałym. Najlepsi przyjaciele, niestety tylko przyjaciele , lecz ona wiedziała że to o tak ogromne wyróżnienie, biorąc pod uwagę jak wiele dziewczyn się wokół niego kręciło. I ta propozycja to był nie mały dla nie szok, w.końcu nawet nie skończyli jeszcze szkoły. Brakowało im roku do pełnoletności. On jakby wyczuł jej zdziwienie, zaczął mówić że przecież będzie tańsze mieszkanie. Już dawno zaplanowali studia w tym samym mieście. Ale ta propozycja kompletnie wytracila ja z równowagi. Zdobyła się na ostatnie pokłady spokoju i odpowiedziała, że jeszcze zobaczą jeszcze nic nie wiadomo. Była niesamowicie szczęśliwa , w końcu to jej spełnienie marzeń. To moje spełnienie marzeń.
 

 
Koniec roku szkolnego , wakacje, nie powiem żebym się jakoś szczególnie cieszyła, ale się tez nie smucę. Wczoraj ktoś bardzo dla mnie ważny postawił sprawę jasno. Naiwnie miałam nadzieję usłyszeć inne słowa, łudziłam się , wręcz modliłam o choćby skinienie głową które uznałabym za nieśmiałe przyzwolenie, zgodę na to abym została.Stało się inaczej. W sumie dobrze, już się nie muszę martwić, już nie muszę myśleć i się obawiać, jestem zadowolona, że tak się stało, że wiem na czym stoję. Najgorsza w życiu jest niepewność i bezsensowna nadzieja, że może coś mi się uda, że można wszystko naprawić, że można cofnąć czas. Obecnie przechodzę tzw. etap akceptacji i głębokiej obojętności. Pogodziłam się z tym, że pewnych słów, wydarzeń nie mogę cofnąć i nie znikną one z kart mojego marnego życia. W sumie od pewnego czasu to tylko egzystuje. Ostatnie dwa miesiące polegały na tym, żeby wstać z łóżka i nie stwarzać problemów rodzinie , po prostu iść, działać , funkcjonować, uśmiechać się. Spełniłam się w tej roli, nie powiem , jakoś uratowałam nawet średnią i polepszyłam oceny. Było stabilnie, bo to jest chyba najważniejsze wiedzieć na czym się stoi, czuć choć wąską linię gruntu pod nogami ,po prostu choć jednej rzeczy w swoim życiu być pewnym. Nie wolno całej naszej wiary i ufności pokładać w ludziach, bo oni z czasem odchodzą. Nie ważne jak będą długo , z czasem każdy z nas odejdzie i nie koniecznie ze swojej własnej nieuzasadnianej winy, ale jednak. Przyzwyczajanie się do ludzi jest tak samo zgubne jak zakochiwanie się. Jak większość uzależnień może nas doprowadzić do utraty zdrowia lub życia więc należy najpierw skonsultować się ze zdrowym rozsądkiem, gdyż to najbardziej wskazana forma leczenia, często niestosowana , lub uważana za nieistotną.
Obecnie skupiam się na oddychaniu , dość intensywnym. To chyba dobry początek wszystkiego.


 

 
"Zaczynam płakać. Łzy lecą mi po twarzy i wydobywa się ze mnie cichy szloch. Nie wiem, co robię, i nie wiem, dlaczego tu jestem, i nie wiem, jak sprawy mogły się tak posypać. Próbuję znaleźć odpowiedzi, ale ich nie ma. Jestem zbyt rozjebany na odpowiedzi. Jestem zbyt rozjebany na cokolwiek."
James Frey – Milion małych kawałków



 

 
An angel will die
Covered in white
Closed eye
And hoping for a better life
This time, we'll fade out tonight
For angels to fly
Angels to fly
Or angels to die





 

 
Jak można wziąć odpowiedzialność za czyjeś życie , obiecać że nigdy się nie zawiedzie, że nie pozwoli się tej osobie zrobić nic złego ani swojemu ciału ani psychice , kiedy tak naprawdę nasze własne życie nie jest dla nas nic warte . Jest nieważne , czasami staje się balastem , czasami przemienia się w nóż który rani naszą dusze milionem przytłaczających myśli , nieśmiertelnych wspomnień.
Jak można zapewnić , że ktoś dla ciebie znaczy wiele , że jest dla ciebie ważnym kiedy tak na prawdę nie ufasz tej osobie , nic nie mówisz o sobie , o swoich problemach , lękach , radościach. Kiedy zastępujesz ważną rozmowę, przeistaczasz dialogi , monologi , tysiące wypowiedzianych słów , składających się z milionów liter i znaków w cisze milczenie , albo fizyczną bliskość , która wnosi do waszego związku tylko krótkie chwile uniesień i zauroczeń . Nie ma słów , nie ma zaufania , nie ma miłości . Jest tylko cielesność, fizyczność, upadek , przemiana w potwora , oschłe , wygłodniałe zwierze , potrzebujące bliskości do zaspokajania swoich potrzeb , zastępowania ważniejszych rzeczy tymi mniej istotnymi.

Budzisz się ze świadomością , że jesteś oschły wewnętrznie , nie potrafisz okazywać uczuć , cieszyć się, smucić, nawet płakać już nie potrafisz , tylko pusty wzrok i nieśmiertelny uśmiech. Pocałunek, zastąpi wszytko. Upadłe anioły , pokrywa ciężka warstwa wilgotnej ziemi . Umarliśmy , zakopani , złożeni w szklane trumny pełne naszych przyzwyczajeń fałszywości, przekryci płytą nagrobkową , zasypani grubą warstwą ziemi nie potrafimy się uwolnić , złapać oddechu . Chrzęścimy, nasze płuca tracą ostatni zapas powietrza , suchy kaszel i półprzymknięte powieki , udusiła nas nasza własna głupota , umarliśmy pozbawieni szlachetnego przekonania ,że miłość jest czymś pięknym i czystym , nie stop to nie tak , to my ją zniszczyliśmy , zbrukaliśmy , zaśmieciliśmy , naszymi lękami , problemami , słowami , jesteśmy nikim . Jesteśmy tacy obcy, tacy puści , umarliśmy .


  • awatar Gość: Wrażliwość przestraszona to blokada. Wrażliwość śmiertelnie przestraszona to całkowita blokada. To mur, ściana, bryła lodu... Góra lodowa. Od teraz nie liczą się już żadne blaski, błyski, odbicia, promienie, fajerwerki. Liczą się tylko fakty. Fakty tak realne, jak temperatura. Może być bez blasków, błysków o świateł. Ale za to realna. Temperatura w skali... Jakiejkolwiek skali, ale rzeczywistej. Wyższa niż temperatura lodu. Dużo wyższa. Trwająca w czasie tak długo, aż lód zacznie się topić... i się do końca stopi. Takie są niestety konsekwencje epoki lodowcowej...
  • awatar Gość: Raz zburzone zaufanie nie odbuduje gest, ruch pośrednik czy pełnomocnik. Nie zagasisz ognia mgiełką wodną z aerozolu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Codziennie umieramy od nowa , niszczymy się na wzajem , ranimy umyślnie, kochamy fałszywie i rozstajemy na zawsze .




 

 
"Krzyczę wróć , wołam wróć . Plemię przegryzione wargi barwa krwi. Nie wróciła."
 

 
To boli, boli bardziej niż skaleczone kolano , odczuwam to mocniej niż rozbite kostki , albo pocięte nadgarstki. To, że tak nisko mnie oceniłeś. Nie czuje tego ciągle , ale za każdym razem wraca ze zdwojoną siłą rozrywając moje serce, paraliżując umysł , okrutnie wyrywając ustom skrawki uśmiechu. Nie jestem prostą dziewczyną , nie jestem taką którą łatwo da się rozgryźć. Przepraszam , nie prześpię się z tobą. Boże tak mi na tobie zależy , tak bardzo jesteś dla mnie ważny, ale nie jestem w stanie tego zrobić. Kocham Cie, przepraszam, że tak się pomyliłam. Myślałam, że jestem dla ciebie tak zwyczajnie ważna , ze to że jesteśmy razem nie wiąże się z żadnym ultimatum. Przepraszam widocznie się pomyliłam. Eh zapowiada się całkiem ciekawy rok . Szczęścia, ale jeżeli to ma tak wyglądać beze mnie.
 

 
Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne.

Tak brzmi prawidłowa definicja szczęścia, ta idealna, która narzuca nam odgórnie prawidłowe wzory życia i postępowania. Jednak czym tak na prawdę jest szczęście ? Dla każdego z nas będzie to co innego . Dla jednych okaże się tym nowe ubranie czy kosmetyk , dla chorych ludzi zapewne zdrowie . A jeszcze dla innych egzotyczne wakacje . Jednak czym szczęście jest dla mnie . To kiedy nie muszę rano wstawać , a kiedy się budzę i patrzę na wyświetlacz telefonu aby sprawdzić godzinę widzę wiadomość od niego. Dwa proste słowa a sprawiają że mój dzień od razu robi się lepszy "Część kochanie ". Szczęście to kiedy Ty rano robisz mi kawę i calujesz mnie w nosek albo czoło. Szczęście jest wtedy kiedy mogę tak zwyczajnie pooglądać z Tobą jakąś marną komedie , wtulina w twoje ramiona , popijając, pracujące kakalko. Szczęściem dla mnie jest moment w którym ja na ciebie zloszcze się , krzyczę , a Ty uśmiechając się do mnie , bierzesz mnie za rękę i namiętnie czujesz. Tym jednym gestem sprawiasz , że w mojej głowie pojawia się kompletna pustka , przechodzi złość, zostaje tylko radość i miłość . Dla mnie szczęściem w czystej odmianie jesteś Ty .


 

 
To moje pierwsze opowiadanie , a raczej jego fragment, jaki pojawi się na moim blogu. Obiecałam , że będzie zupełnie coś innego, więc chcę dotrzymać słowa, a raczej iść za ciosem i oprócz zmian w życiu zmienić również mój tzw. pamiętnik.

Tak więc :
Poranek mglisty i chłodny powitał ją otulając delikatną wonią wilgoci. Pierwsze promienie słońca zaczęły leniwie wypływać zza horyzontu , pieszcząc ciepłym dotykiem malutkich, złocistych palców jej dziecinną twarzyczkę. Pod stopami wyczuwała zimny dotyk porannej rosy, jej lśniące kropelki połyskujące we wschodzącym słońcu sprawiały wrażenie nieuchwytnych , a wręcz ulotnych. Mieniły się milionem barw, przywodząc na myśl łzy nawleczone na sznureczek w formie koralików, albo pereł brutalnie odebranych ich matce małży, które jeszcze nieoszlifowane nie straciły swojej pierwotnej świetności.
Nagły dreszcz wstrząsnął jej prawie nagim ciałem. Drżąc z zimna i emocji, które jeszcze nie do końca ją opuściły, podniosła się z klęczek . Odgarnęła niechlujnym ruchem dłoni złociste włosy, które zebrały jej się na czole przypominając swoim nieuporządkowanym wyglądem małą aureole i niebezpiecznie nasunęły jej się na oczy zasłaniając ich złowieszczy blask . Jak mylny wydawał by się jej widok komuś kto obserwował by ją z ukrycia . Była bowiem taka drobna i niewysoka, mogła by się wydawać całkiem sympatyczna, może trochę przestraszona, ale jednak taka bezbronna i niegroźna . Jednak Annie było doskonałą aktorką, wspaniale potrafiła aranżować różne sytuacje, odgrywać rolę zastraszonej ofiary , swoim wdziękiem i nieposkromioną bystrością umysłu jak pająk zastawiała pułapkę na swoją ofiarę, kusiła ją , zwodziła , do czasu aż ta sama do niej nie przyszła wtedy dopiero Annie pokazywała swoją prawdziwą twarz ukrytą pod milionem masek doskonale przemyślanych gestów , słów i zachowań. Człowiek którego ona wplątała w swoje zabójcze sieci, nigdy nie wychodził z tego żywy . Jakże mylny był w tym momencie widok tej biednej dziewczynki , przyodzianej jedyne w biała letnią sukienkę , rwąca się na ramionach, stojącej samotnie pod drzewem wierzby na opustoszałej łące .
Annie ogarnęła spłoszonym wzrokiem teren dawnego pastwiska . Bała się, to jedyne uczucie które jej towarzyszyło od kiedy wypędzono ją z wioski i stała się przeklęta. Już dawno postanowiła wyzbyć się wszelkich uczuć wyższych , tak jej było łatwiej , już nikt jej nie skrzywdzi. Wiosna – pomyślała .Dotknęła opuszkami palców wierzbową gałązkę która zwisała nie daleko od jej prawego ramienia , przejechała po jej czarnej , zimnej skórze i urwała dwa maleńkie pączki które pojawiły się na nagim patyczku jeszcze pokrytym śniegiem . Rozglądnęła się po okolicy . Gdzie nigdzie jeszcze pod gałęziami i krzakami spoczywał brudny, szary śnieg, z nad którego malutkie główki wychylały przebiśniegi .
- Wiosna – powiedziała to na głos jednocześnie sycząc przez zaciśnięte zęby ostatnią sylabę. To śmieszne jak silną wolę przetrwania mają takie niepozorne kwiaty , a ludzie , który powinni cieszyć , się tym że są najdoskonalszymi istotami ziemi zwyczajnie poddają się, przestają walczyć. Ale ona nie podda się. Przecież nawet nie była już człowiekiem , wioska pozbawiła ją tego przywileju , uczyniła z niej zaszczute zwierze.
- Koniec - wykrzyczała , a jej bladych policzkach wykwitł rumieniec, zaś w oczach zajaśniał złośliwy blask. Nienawidziła swojej rodziny , nienawidziła wioski , wszystkich ludzi. Przed laty obiecała sobie ze już nigdy więcej nie będzie myśleć o tych potworach którzy mają czelność nazywać się ludźmi.
- Już nie jestem człowiekiem , nie jestem jednym z nich , jestem wolna – wypowiedziała te słowa cicho , a jej głos pozbawiony był jakichkolwiek emocji , jednak w ostatnim słowie dało się wyczuć tak skrupulatnie ukrywana nadzieje .
Odetchnęła głęboko wyczuła w powietrzu zapach ciężki i słodki jak nektar kwiatowy , który wczesnym rankiem znoszą do pasiek leśne pszczoły i osy . Jednak w tej cudownej woni , przywodzącej na myśl ambrozje spływającą zdawało by się z nieba , wprost z pod stóp Bogów zasiadających na szczerozłotych tronach Olimpu i wypełniającej całe ciało niespotykanym spokojem i szczęściem , dało się wyczuć coś jeszcze, coś ciężkiego i brudnego. Starsi określili by to jako zapach morderstwa, niesprawiedliwie przelanej krwi , swąd palących się zwłok , włosów , zamieniających się w złote słońce , rozgrzanej do czerwoności i zwęglonej skóry rąk, nóg twarz. Zapach niepomszczonej śmierci , cierpienia , rozpaczy , niesprawiedliwości . Młodsi zapewne winę przypisali by niedopilnowanemu ognisku które zajęło ścierń i przeniosło się na zboże, albo przypalonym ziemniakom. Jednak prawdziwe źródło tej uporczywej woni , mieszającej ludziom w umysłach i prowadzącej do szaleństwa znała tylko ona – Naznaczona . Jak sięga pamięcią od zawsze była dzieckiem trochę odstającym od reszty , nie interesowały ją te same zabawy co inne dziewczynki , zawsze wyróżniała się od otoczenia. Nie bała się pająków, lubiła zadawać im ból. Ból to wspaniałe uczucie , które potrafiło zabrać ją w zupełnie inny wymiar świadomości , wymiar pozbawiony lęku. Tam ona była królową, ona była kimś wielkim , kochała ból jak swojego męża, była mu poddana , on był zawsze częścią jej duszy. Był częścią jej daru i egzystencji.